RSS
 

Ksiądz w jej łóżku.

02 mar

 

Jedna z moich starszych znajomych ma „świętą” siostrę. Nigdy jej nie poznałam, jednak dzięki godzinom rozmów z  koleżanką, chętną do opowieści o rodzinie, wiele o niej się dowiedziałam. Kobieta ta, w całym swoim życiu, kierowała się tym, co radził jej ksiądz.  Każdą życiową decyzję  skonsultowała przy konfesjonale. Podobno nie jest złą kobietą. Jej słabość polega na zupełnym braku samodzielności w podejmowaniu decyzji.

 

Gdy miała lat osiemnaście, zakochał się w niej miejscowy chłopak. Z wzajemnością. I tak zaczęły się ich długie, popołudniowe spacery każdej niedzieli. Oczywiście, żeby do nich doszło, ukochany musiał jej towarzyszyć na mszy. Mijały miesiące i namiętność młodych wzrastała. Dziewczyna, czując żar w swoim młodym ciele, udała się na konsultacje. Gdzie? Wiadomo, do księdza. Siostra (moja znajoma), która jej towarzyszyła i stała parę kroków od konfesjonału, oczywiście nie omieszkała podsłuchać spowiedzi.

- Proszę księdza, on mnie tak przytula, a potem chce całować, a ja wiem, że to grzech. Tylko coraz trudniej mi się opierać. A i on coraz bardziej markotny odchodzi, gdy mu nie pozwalam na pocałunki.

- Niech poprosi cię o rękę. W dobrym wieku jesteś do zamążpójście i urodzenia zdrowych dzieci. Wtedy w nagrodę możesz dać się całować. Ale nic więcej!

Młoda kobieta, natchniona wizytą u duszpasterza, wymusiła zaręczyny na chłopaku. Ten, zakochany, godził się na wszystko. Odtąd z niedzielnych spacerów wracała z purpurowymi od namiętnych pieszczot ustami.

 

Minęło kolejnych parę miesięcy, siostra koleżanki skończyła dziewiętnaście lat. Ukochany, któremu zwykłe pocałunki już nie wystarczały, zaczął dobierać się do reszty jej młodego ciała. Ale ona głupia nie była. Po jej kolejnej wizycie u księdza rodzina wyznaczyła oficjalną datę ślubu.

- Co to był za ślub. Cała wioska się bawiła, a ksiądz był najważniejszym gościem. Moja siostra promieniała, dumna i piękna, jej mąż zaś, tradycyjnie, zalał się w trupa.

Nie wiadomo, czy wianek młodej kobiety został skonsumowany w noc poślubną, czy później. Minęło m.w. dziewięć miesięcy od tego dnia i na świat przyszła jej pierwsza córka.

Za rok pojawiła się następna.

Pięć lat później po podwórku siostry koleżanki biegały trzy małe dziewczynki, a w cieniu domu, w kołysce, spała czwarta, najmłodsza.

 

- Jej mąż bardzo chciał mieć syna. A tu nici z tego. Więc nadal próbował. Gdy na świat przyszła szósta córka, zaczął pić. Wracał do domu z pracy, już podpity i awanturował się.

Gdy rodzina nakłaniała kobietę do porzucenia pijącego i bijącego małżonka, ta niezmiennie odpowiadała:

- To jest mój krzyż pański. Tak mówi ksiądz, a on wie najlepiej, jak mam postępować z mężem.

 

Kiedyś, już po siódmej córce, moja znajoma zabrała siostrę i dziewczynki do siebie na parę tygodni. Wymówką było zmęczenie kobiety po siódmym połogu.

- Poprosiłam do domu znajomego lekarza. Chciałam, żeby jej wytłumaczył, jak może zabezpieczać się przed kolejnymi ciążami oraz jakie ryzyko ponosi tym ciągłym rodzeniem.

Kobieta słuchała lekarza bez słowa sprzeciwu. Gdy podał jej opakowanie prezerwatyw, żeby zobaczyła, że stosunek nie musi oznaczać kolejnego dziecka, wzięła je i schowała w swojej torebce.

- Ucieszyłam się. Niecałe dwadzieścia lat temu może prezerwatywy nie były takie idealne, jak dzisiaj, ale skoro nie chciała żadnej, jak to nazywała, chemii, to i takie rozwiązanie było dobre.

Jednak radość mojej koleżanki nie trwała długo. Po paru tygodniach jej siostra stwierdziła, że dusi się w mieście i obcym domu. Z uśmiechem wsiadała do pociągu wiozącego ją w stronę rodzinnej wsi.

 

Niestety, po powrocie do domu siostra znajomej, gdy tylko znalazła chwilę czasu, poszła do księdza. Z tymi dopiero co zasłyszanymi od lekarza radami i paczką prezerwatyw w torebce. Do domu wróciła cała we łzach. W rozmowie telefonicznej nie kryła żalu do siostry.

- To taki wielki grzech! A ty chciałaś, z tym swoim miejskim lekarzem, żebym jak jakaś nierządnica uprawiała seks dla przyjemności!

- Byłaś u księdza?!

- A gdzie miałam być? Tylko on mi może powiedzieć, co mam robić w łóżku, żeby to grzechem nie było! Jaki wstyd! Ja z tymi gumami poszłam, nieświadoma, chciałam pokazać, co doktor radził! Ksiądz mi powiedział, że nierządnice tylko używają takich, nie porządne kobiety!

 

Kolejna ciąża skończyła się poronieniem już w pierwszym jej trymestrze. Niestety, dziewiąta zaowocowała bliźniaczkami.

- Martwiłam się o nią. Mąż pił, chociaż pracował, a tu dziewiątka dzieci w domu. Wiesz, co mi powiedziała? „Dał bóg dzieci, da i na dzieci”.

 

Mimo pijącego męża oraz stadka dzieci do wychowania, siostra koleżanki miała jednak trochę szczęścia. Jej rodzice byli majętni. Pozostałe ich dzieci ukończyły studia, zamieszkały daleko. Tylko ona jedna, bez wykształcenia, za to z liczną gromadką potomstwa, mieszkała w tej samej wsi. Szczęście jej było podwójne. Nie tylko z powodu najmłodszych bliźniaczek, ale i nagłej śmierci bijącego ją męża. Pracując po pijaku spadł pod koła maszyny rolniczej. Zgon na miejscu. Siostra koleżanki nie kwestionowała śmierci, tylko ona mogła uwolnić ją od mężczyzny, któremu przysięgała przed księdzem.

 

Kobieta, o której opowiadam, obecnie jest już po pięćdziesiątce. Wyglądem bardziej przypomina swoją starszą o ponad dwadzieścia lat, matkę. Mieszka razem z rodzicami. Dziewczynki, powoli, wraz z dorastaniem, uciekają w świat. Trudno im dogadać się z matką, która każdą decyzję konsultuje w konfesjonale.

 

Siostra znajomej do końca życia będzie wdową. Nie ma już żadnych ubrań w innym, niż czarny, kolorze.

- To po świętej pamięci małżonku, inaczej się nie godzi.

Tak mówi, zapominając o licznych awanturach i kopniakach, które przyjęła od zmarłego męża. Nie rozumie starszych córek, które chcą same decydować o swoim życiu. Modli się za nie, żeby zaczęły kierować się słowami księdza, nie porywami głupich, grzesznych ciał.  Jest bardzo bogobojną kobietą. A właściwie tylko jest. Jak pacynka na czyjejś dłoni w teatrze kukiełkowym. Bo nadal myśli za nią ksiądz.

 
Komentarze (115)

Napisane przez w kategorii Proza zwykłych dni.

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~firex

    21 stycznia 2017 o 11:04

    To tylko pokazuje trud życia człowieka.

     
    • ~Blue

      1 lutego 2017 o 12:32

      To tylko pokazuje głupotę tej kobiety i nic więcej, a i jeszcze bezrefleksyjność księdza, który nie brał pod uwagę obciążeń, jakie przyniosą kobiecie jego niemądre porady.
      Radzić każdy by chciał ale skutki znosi tępy, bezrefleksyjny odbiorca złotych rad.

       
  2. ~Whatsup

    5 listopada 2016 o 01:37

    przykre , ale jakże prawdziwe i realne

     
  3. ~Kamila

    5 maja 2016 o 19:51

    Wpis daje do myślenia

     
  4. ~Siwa

    9 marca 2016 o 11:10

    To też jakiś sposób na życie, a raczej przetrwanie do śmierci …

     
  5. ~leszek

    30 października 2015 o 09:36

    Człowiek rodzi się na tyle wolny, że postrzega siebie jako coś naturalnego, zjawiskowego. Całość obrzędów, mistyfikacji, podawanych prawd, fałszuje jego naturę, stajemy się niewolnikami, czy to polityki, czy też kościoła. Wolność to obraz nas samych wykuty nie z oczekiwań, wzorów, lecz własnej możliwości określenia kim tak naprawdę jestesmy. Bycie z kimś to poszukiwanie cześci siebie wzorowanej na dojrzewaniu wewnętrznie. Paplanina na mszach od wiekowa, nic nie wnosząca, a jedynie szukajaca grosza do sakwy, odrzuca mnie ta forma pojednania z wyższą forma. Ile jeszcze będzie trwać taki stosunek narzucania wartosci…

     
 

  • RSS