RSS
 

Depresja? Dasz radę!

25 kwi

 

 

    Jest taka choroba, zwana depresją, która w określonych kręgach społecznych stała się wyjątkowo powszechna.  Jesteś celebrytką? Masz życiowe aspiracje, aby się nią stać? Z całą pewnością dopadnie Cię to wstrętne choróbsko! Co zrobisz z tym fantem? Nie, nie załamiesz się. Będziesz dzielna, a jakżeby inaczej! Ogłosisz wszem i wobec swój marny stan psychiczny. Ta smutna nowina pojawi się na wszystkich posiadanych przez Ciebie kontach funkcjonujących w mediach społecznościowych. „Otagujesz” i „shasztagujesz” to paroma pełnymi głębi słowami typu: „smuteczek”, „łezka” lub „dziurawmojejsmutnejduszyzroszonejgorzkimiłzami”. Grono wielbicieli zapłacze z Tobą w zgodnym, upiornie depresyjnym, wirtualnym wyciu, kompulsywnie i bez opamiętania wstawiając płaczące emotikony. Oj, będzie się działo, będzie. ..

Wkrótce odezwie się do Ciebie redakcja jednej z telewizji śniadaniowych, abyś na ich nowoczesnych kanapach mogła potwierdzić (hasztag!)„dziuręwtwojejsmutnejduszy”. Towarzyszący Ci w studiu telewizyjnym na designerskim meblu psychoterapeuta rzuci garść rad idealnych, dzięki którym łatwiej będzie Ci zwlec się rano z łóżka, aby móc „zatwitować” do – pełnych trwogi o stan twego zdrowia – fallowersów. Zaproszony razem z tobą i psychoterapeutą na śniadaniowy wywiad ekspert od „historii depresji gwiazd” pokiwa z rezygnacją głową, po czym oświadczy, że Twój stan to norma dla umysłów wybitnie nacechowanych artystycznym polotem. W tym miejscu prowadzący program niemal chóralnie wyrażą podziw pod adresem Twojej skomplikowanej natury.

 Jaka będzie Twoja reakcja na diagnozę owych wybitnych specjalistów z telewizyjnego pasma śniadaniowego? To proste. Skromnie spuścisz wzrok, na małą chwilę, jakbyś właśnie toczyła jakąś zażartą walkę wewnątrz swojego wieloaspektowego, wrażliwego wnętrza. Nagle, zaskakując nawet samą siebie (a dlaczego by nie?!), hardo podniesiesz głowę i obrzucisz roziskrzonym wzrokiem psychoterapeutę, eksperta od depresji gwiazd oraz wymuskaną, pełną zaangażowania parę prowadzących. Siedzący przed ekranem telewizyjnym widzowie, popijający swoją pierwszą (lub trzecią) kawę tego ranka, wstrzymają oddech. Potem wszyscy – i ci w studiu, i ci poza nim – usłyszą to jedno, jakże dobitnie świadczące o Twojej wrodzonej, naturalnej skromności, zdanie:

- Zawsze zdawałam sobie sprawę z tego, że depresja to cena, jaką muszę zapłacić za to, że urodziłam się artystką.

 

Co potem? Potem „będzie się działo”. W końcu Twoje wyznanie było szokująco nietuzinkowe, opisać może je tylko nasycony głębią emocjonalnego ekshibicjonizmu „hasztag”  „sercenadłonitocałaty”. Jadący tego dnia do pracy i szkoły wielokrotnie zaryzykują życie pragnąc zobaczyć komentarz, jaki umieścisz tuż po wywiadzie telewizyjnym. Ostatecznie, tysiącom oprószonych łzami wzruszenia z powodu Twojego cierpienia oczu, ukaże się nieśmiertelne „słowo”, które odmieni życie wielu z nich: #damradędopókimniekochacie. „Ech, życie jest takie piękne”, pomyślisz, gdy pod Twoim wiekopomnym „komentarzem” namnożą się miliony uśmiechniętych buziek oraz czerwonych serduszek. Wtedy zrozumiesz, że żyłaś właśnie dla tej chwili. Dotrze do Ciebie szokujące uczucie, że oto odnalazłaś sens, ba, jaki tam sens! Odnalazłaś swoje powołanie. Wkrótce zadzwoni telefon i kolejna redakcja zaproponuje głęboką rozmowę o Twojej trudnej psychicznie sytuacji. Kwestie organizacyjne zostawisz swojemu „asystentowi”, którego błyskawicznie rekrutowałaś spośród stadka dalszych krewnych w drodze ze stacji telewizyjnej. Zaczniesz poważnie martwić się tym, że nie zmieścisz w następnym tygodniu wszystkich umówionych przez „asystenta” wywiadów oraz jednej „rozkładówki” w kolorowej prasie (wiesz, że nic tak dobitnie nie ukaże bezbrzeżnego smutku Twojej duszy, jak wypięta kusząco pupa w modnych, drogich spodniach). Już w tym momencie masz świadomość tego, że Twój świeżo zatrudniony pracownik wkrótce zapragnie wyższej pensji, co odrobinę psuje ci humor. Jednak dzięki swojej życiowej mądrości nie poddajesz się lękom, o nie! Depresja to straszna choroba, więc musi kosztować. Przecież zdawałaś sobie z tego sprawę od samego początku, prawda?

 

W ciągu najbliższych dni, bez chwili wahania, zgadzasz się na gołą sesję w piśmie dla panów (informując o tym świat napiszesz  #smutekpotrafibudować oraz #czerpięsiłęzmojegownętrza). W końcu i płeć brzydsza musi przyjąć do świadomości istnienie depresji, szczególnie Twojej depresji. Przełknięcie tej ciężkiej, życiowej wiedzy osłodzisz panom widokiem jędrnego biustu, którego jesteś dumną nosicielką od czasu, gdy zdrowa, ekologiczna dieta powiększyła go aż o trzy rozmiary. Będzie się działo, wiele, jednak Ty dasz radę. Nawet z tą cholerną depresją. Nie masz wyjścia, prawda? Taki już smutny ten Twój artystyczny los..

 

 

 

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Proza zwykłych dni.

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jaskółka

    12 maja 2017 o 19:54

    Tylko ludzie, którzy są naprawdę chorzy, rzadko wspominają publicznie o tym. Oni nie mają ochoty odsłaniać się przed innymi. Nie ze wstydu, po prostu nie przychodzi im na myśl, że można się z tą choroba afiszować. Ja powiem tylko tyle, wkurzają mnie ludzie, którzy mówią na okrągło: „ach jestem w depresji”, ” ach mam doła’, Przeżyłam piekło depresji i mam im wtedy ochotę powiedzieć wulgarnie… w … byłeś … przeżyłeś. jesteś w takim stanie, ze w ogóle nie myslisz o jakimkolwiek kontakcie czy informacjach o twoim stanie. Masz ochotę zakopać się i nie chcesz widzieć nikogo, z nikim nie chcesz gadać
    A w stanach normalności pochłania cię życie, i czerpiesz z niego wiele, bo wiesz, że jak przyjdzie dół, to nim się wygrzebiesz, minie sporo czasu. Najgorsze jest takie tkwienie w stanie przeddepresyjnym- stan zawieszenia- jeszcze nie dół, ale już ucieczka od codzienności…

     
    • ~Kaska

      14 maja 2017 o 13:54

      Tez wiem,czym jest depresja. To piekło na ziemi. Krew mnie zalewa od depresji gwiazd to tak jakby ktos udawał,że ma złośliwego nowotwora z przezutami i mial siłę latać po studiach telewizyjnych i gazetach i o tym opowiadać.ja odbieram bredzenie o depresji w mediach jak nasmiewanie się takie spłycenie tragizmu tej często śmiertelnej choroby.

       
      • ~PKanalia

        16 maja 2017 o 19:28

        to nie do końca jest tak… znane są przypadki artystów, którzy w jakimś wywiadzie uchylili rąbka zasłony prywatności i opowiedzieli o jakimś swoim epizodzie związanym z dysfunkcją psychiczną /depresją, nerwicą, uzależnieniem, itp/… i wszystko jest okay… nie można im odbierać prawa do zakreślania samemu granic tej swojej prywatności i byłoby to bardzo krzywdzące źle ich za to oceniać i np. wyzywać ich od „ekshibicjonistów”…
        moim zdaniem tekst Marzenki jest o innych ludziach, o takich, którzy nie umiejąc się inaczej wybić, nie potrafiących zbyt wiele stworzyć używają owych dysfunkcji jako stołka, by nań wleźć i „zabłysnąć”…

         
  2. ~Julianne

    2 maja 2017 o 22:35

    To prawda depresja stała się taką modną chorobą celebrytów, którą na prawo i lewo można się chwać i stać się znanym . Natomiast zwykły człowiek, który przyzna się, że cierpi na tą chorobę zostanie przez część społeczeństwa nazwany wariatem, psycholem i może mieć to dla niego niezbyt dobre konsekwencje .Oprócz odrzucenia społecznego może także stracić pracę , zarobek i jeszcze bardziej się pogrążyć. Obowiązują tutaj niestety podwójne standardy, w którym celebrytom po prostu więcej wolno.

     
    • ~PKanalia

      3 maja 2017 o 09:28

      exactly… Marzenka opisała jeden aspekt pojęcia „depresja”, ale są jeszcze inne… np. aspekt buracki mający miejsce wśród niższych intelektualnie warstw społecznych /np. wyborcy PiS lub narodowcy/… ilustruje to przykładowa wypowiedź:
      „Jaka tam zaraz depresja? Robić mu się nie chce, więc mu smutno, że nie ma pieniędzy”…

       
  3. ~caroline

    1 maja 2017 o 01:47

    Ciekawe KTO był inspiracją do tego typu artykułu:). Do głowy aktualnie przychodzi mi jeden typ, ale może lepiej ne będę pisać tego publicznie.

    Myślę, że depresja to straszna choroba. To choroba duszy, z której nikt nie powinien sobie żartować w sposób taki, jaki tutaj opisałaś. To jest po prostu nie fair… dla ludzi wokół (są oszukiwani, jeśli depresja jest tylko wabikiem na fotoreporterów), dla osób cierpiących na depresję (ich problem może stać się przez takie osoby z parciem na szkło bagatelizowany).

    Jednak jakoś trzeba utrzymać popularność w garści. Dlatego też osoby, które mogą dużo na niej ugrać, wychodzą pewnie z założenia, że wszystkie chwyty dozwolone…

     
    • ~Marzena

      2 maja 2017 o 17:55

      @Caroline
      Inspiracją jest powszechny, wręcz komiczny ekshibicjonizm w mediach społecznościowym, który nie jest wyrazem szczerości, prostolinijności tylko sposobem na podtrzymanie „sławy” (rzeczywistej, czy też urojonej, to nieistotne).
      Marnie orientuję się w rzeszy obecnie nam panujących medialnych „gwiazd” :) Nie piętnuję zachowania konkretnej tzw. celebrytki tudzież celebryty, tylko zjawisko pod roboczym tytułem „mam depresję, więc pokażę wam moje roznegliżowane ciało w kolorowej prasie”. Tytuł nie oddaje całości zjawiska, ani charakterystyki „chorujących, cierpiących medialnie”.

      Zgadzam się, depresja to straszna choroba. Depresja, nie „medialna depresja”. Tę drugą należy obśmiewać, bo jest kpiną z tej pierwszej, kpiną z realnych ludzkich tragedii.
      Znam ludzi walczących z tą chorobą, więc wiem, o czym piszę i z czego kpię.

       
  4. ~exdepresyjna31

    29 kwietnia 2017 o 16:29

    Taa na depresji zarabiają niezłą kasę, poodwiedza taka kilka głupiutkich programów, potem napisze niby książkę (określenie na taki gniot nieadekwatne) i błyszczy na ściankach.
    Znam ludzi walczących z depresją trudno im o tym mówić, to straszna choroba i współczuję każdemu dotkniętemu depresją. Tym pustakom bredzącym o depresji w kolorowych mediach mam ochotę wystawić środkowy palec.
    Uśmiałam się jak norka czytając. Artystyczny los, cholera jasna ha ha ha ha! Pozdrawiam

    Anka(Bydgoszcz/Dąbrowa,pamiętasz?)

     
  5. ~PKanalia

    27 kwietnia 2017 o 14:35

    znane są przypadki mniej lub bardziej znanych ludzi, np. artystów, którzy /mniej lub bardziej/ ponoć cierpieli lub cierpią na depresję… tylko tu kolejność jest odwrotna: najpierw byli znani oni, potem dopiero była znana ich depresja… w pewnym momencie jakoś tak się porobiło, że depresja stała się modna i okazało się, że może być świetnym sposobem, by zostać znanym… świetnie to pojęli ludzie, którzy są znani z tego tylko, że są znani… bo czasem kogoś może to nie zadowalać i będzie próbował upierdliwie dociekać z czego konkretnie taka osoba jest znana?… pytanie to staje się idiotyczne, gdyż pojawia się banalna odpowiedź: „jak to? nie wiesz z czego jest znana? z tego, że ma depresję”… no, i zagadka jest rozwiązana, dyskusja się kończy, nie ma o co dalej pytać i problem takiego upierdliwego ptysia znika, niczym piękna przyroda polska pod magiczną różdżką obecnego ministra anihilacji środowiska naturalnego…
    pozdrawiać jzns :)…

     
 

  • RSS