RSS
 

Może „bozia” nie ma Youtube’a?

11 wrz

 

 

Wyobraźnia zawsze była dla mnie najważniejsza w drugim człowieku. To przecież dzięki niej jesteśmy zdolni do empatii, prawda? Gdyby w szkołach, już od pierwszych lat edukacji, zamiast „nauki” o „promienistych aniołkach” i „rogatych diabełkach”, wprowadzić zajęcia, które rozwijałyby współodczuwanie, świat diametralnie zmieniłby swoje oblicze. Znikłoby bezmyślne okrucieństwo wraz ze wszystkimi jego opłakanymi skutkami. Ludzie, nareszcie, pasowaliby do tego całego piękna, które otacza ich każdego dnia. Znikłaby brzydota rodzona przez permanentny brak wyobraźni. W zapomnienie odeszłoby zarówno czynne, jak i bierne okrucieństwo, które tak bardzo wpisało się w codzienność ludzkiego życia, że większość z nas przestała je już zauważać.

 

- Mamusiu, skąd biorą się parówki?

- Ze sklepu, skarbie.

Matka nie okłamuje swojego dziecka. W ich domu parówki rzeczywiście „biorą się ze sklepu”. Większość ludzi zapomina o tym, że np. takie parówki z jagnięciny ”biorą się” z okrutnej śmierci dziecka owcy. Dlaczego okrutnej? Nie ma niczego (niczego!) co łagodziłoby bestialstwo zabicia góra sześciomiesięcznego zwierzęcia.

 

- Świat już taki jest i już!

Często słyszałam i wciąż słyszę powyższe stwierdzenie. Usprawiedliwienie ludzkiego okrucieństwa, to tak naprawdę zwerbalizowana zgoda na to, żeby wokół nas działy się rzeczy potworne. Przecież to nie my to wszystko wymyśliliśmy, prawda? Ktoś zrobił to przed nami. Jeżeli tak, to mamy czyste ręce. Naprawdę??? Czy obojętność wobec zła jest w porządku? Niech każdy sam zada sobie to pytanie i szczerze na nie odpowie. No dobrze – jednak, czym jest „zło”? Każde dziecko zna taką maksymę: „Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe”, prawda? Czy według tego zdania można zdefiniować zło? Myślę, że tak. To wręcz dziecinnie proste  ;-) Owszem, mam świadomość istnienia wielu takich, którzy uważają zwierzęta (a także niektórych ludzi) za istoty „gorszego gatunku”. Oni nigdy nie postawią znaku równania między cierpieniem psa/kota/gołębia etc., a cierpieniem człowieka. Nigdy nie przyjmą do wiadomości faktu, że słowa: „Człowiek, to brzmi dumnie” już dawno się skompromitowały – historia wielokrotnie pokazała nam, jakimi przerażającymi, bezwzględnymi i okrutnymi zwierzętami jesteśmy.

 

Przyznaję, że często myślę o walce dobra ze złem w każdym człowieku, o zbyt częstej obojętności wobec dziejącej się na naszych oczach niesprawiedliwości.

- Bóg to tak urządził i tak ma być.

To „zdanie – wytrych” pojawia się co rusz w ustach „wierzących”. Pochylam się z uwagą nad tym stwierdzeniem (nieistotna w tym momencie jest dla mnie kwestia „prawdziwości” jakiegokolwiek „boga”). Celowo pomijam w swoich rozważaniach ludzi, którzy wolą „swojego boga” (któremu z lubością przypisują cechy charakteryzujące klasycznego tyrana nękającego niewinnych i bezbronnych) tłumaczą każde okrucieństwo, każdą niesprawiedliwość , czy też niemożliwą do natychmiastowego rozwiązania trudność intelektualną. Tacy jak oni „używają boga” instrumentalnie. W ich mniemaniu to „gość” od brudnej roboty, całego tego syfu na świecie, który słabszym przysparza niewyobrażalne cierpienie. Tacy ludzie potrzebują „boga”, jakiegokolwiek „boga”, tylko po to, żeby nim bezrefleksyjnie „wycierać usta”.

Moją uwagę przykuwa bijący ze zdania „Bóg to tak urządził i tak ma być” –  przeraźliwy, smutny fatalizm, który każe ludziom poddawać się bezrefleksyjnie temu, co zastali na tej ziemi po swoim urodzeniu. „Nie daj Boże” (sic!) aby wszyscy ulegali temu zgubnemu przeświadczeniu!  Bez ludzi, którzy nie godzą się z zastaną rzeczywistością, świat znalazłby się w potrzasku. Pułapce wiecznej obojętności, marazmu i prowadzącej donikąd jałowej powtarzalności.

Dlaczego ludzie w ogóle wierzą w różnych bogów? To proste. Potrzebują nadziei. Płomienia, którego nie może zgasić żadne nieszczęście. Ognia, który ogrzeje ich strach, zmiękczy go na tyle, by mogli względnie spokojnie przeżyć życie. Bez takiej ufności wielu umierałoby każdego dnia, każdej godziny. Nie widzę niczego złego w nadziei. To o niej mówi się, że umiera ostatnia, prawda? Bez nadziei nie byłoby wysiłku. Czym cechują się ludzcy „bogowie”? Pomijając ludzkie jednostki psychopatyczne, dla których „cechy boskie” stanowią przedłużenie ich wewnętrznych frustracji, tłumionego latami gniewu i pragnienia zemsty, obraz „boga” stanowi miłe dla ducha wyobrażenie czystego, przepełnionego dobrem Absolutu. Bóg to dla wielu istota, która jest ucieleśnieniem szlachetności i miłości. Idea takiego Stwórcy uwodzi swoim utopijnym pięknem. To całkiem dobra idea. Dlatego niezmiennie  dziwi mnie owo „Bóg to tak urządził…”. Naprawdę? Ten kochający, dobrotliwy gość, do którego każdy możne się przytulić, który wszystko wybacza, wszystko rozumie?   Jak to możliwe, że ten Absolut pozwala na całe morze cierpienia, które przetacza się – dzień w dzień – przez cały świat?

 

- Może „bozia” nie ma Youtube’a?

To zdanie wypowiedziała pewna rezolutna siedmiolatka, która dyskretnie przysłuchiwała się rozmowie dorosłych. Śmiech śmiechem, jednak trudno odmówić bystrości tej małej, która bawiąc się z nieznośnie głośnym, łaciatym pieskiem (partnerującym właśnie łysej lalce w sztuce pt. „Śpiąca królewna”), jednocześnie nawet na chwilę nie zapomniała o realiach współczesnego świata. Bóg i internet? Dlaczego by nie – świat abstrakcji jest wiecznym placem zabaw dla naszej wyobraźni :-)  Dorosły nie dokonałby takiego połączenia, prawda? Tak genialne potrafią być tylko dzieci i ci z dorosłych, którzy nie zdążyli jeszcze zanudzić na śmierć drzemiącego w nich dziecka. Wracając do Youtube’a  - dzisiaj każdy może zobaczyć, jak wygląda pierwszy etap powstawania „parówki ze sklepu”. Wystarczy dostęp do internetu i przeciętny smartphone. Mam w sobie głębokie przekonanie o tym, że Bóg, pojmowany, jako wcielenie dobroci, nigdy nie przestałby ronić łez, gdyby obejrzał jakikolwiek filmik z ubojni. Stwierdzenie „Bóg to tak urządził…” użyte w kontekście przemysłowego, niehumanitarnego zabijania dla uciech ludzkiego podniebienia, jest najbardziej absurdalnym zdaniem na świecie.

 

Wyobraźnia to dar. Wyobraźnia to przekleństwo. Dlaczego? Słyszę słowa:

- Ta jagnięcina jest wyborna!

Czuję dreszcze. Widzę przerażone, drżące jagnię, jeszcze dziecko. Za chwilę zostanie brutalnie zabite. Maksymalnie sześć miesięcy życia – czy to dużo, czy mało? Dla muchy to wieczność. Dla małego jagnięcia to niewiele. Nie ma niczego naturalnego w ostrzu, które zaraz brutalnie pozbawi to owcze dziecko życia. To nie natura. To barbarzyński skutek braku wyobraźni. Empatia stanowi brakującą cegiełkę w ludzkiej ewolucji. Szczegół, którego brak czyni z nas najbardziej bezwzględne, najbardziej okrutne zwierzę. Drapieżnika, który każdego dnia godzi się na zło. Wybiera je bezrefleksyjnie, odruchowo, wychodząc z założenia, że powszechnie panująca obojętność, której i on ulega, czyni go kimś dobrym. Obawiam się, że jest w błędzie. Dobry człowiek, to ten, który czyni dobro. Obojętność to matka zła.

 

 
Komentarze (33)

Napisane przez w kategorii Proza zwykłych dni.

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Julianne

    20 września 2017 o 20:20

    Okrucieństwo jest spowodowane niskim stanem rozwoju duchowego o tym pisała w swojej książce Blondynka na Bali Beata Pawlikowska, która w rozmowie z pewnym Braminem szukała odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie na Bali są okrutni wobec zwierząt i oszukują turystów mimo wyznawania Buddyzmu i Hinduizmu. Religia, wykształcenie ma pewien wpływ na stosunek do ludzi i zwierząt, ale nie do końca wyjaśnia, dlaczego jest jak jest

    Jeśli chodzi o wegetarianizm, zabijanie zwierząt dla jedzenia wynika to z narkomanii. Ludzie jedzący mięso są uzależnieni od mięsa .Oczywiście, żaden narkoman nie przyzna się, że jest narkomanem tak też ci, którzy jedzą mięso nie potrafią sami przed sobą przyznać, że mają z mięsem problem. Dochodzi do tego jeszcze ideologia konserwatywna, która propaguje ten styl odżywiania, jako formę dominacji nad zwierzętami i naturą. Wschód słynie z konserwatyzmu zwłaszcza w stosunku do przyrody niedawno w Rosji ukarano grzywną manifestantów za plakat promujący weganizm.
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rosja-grzywna-za-plakat-z-haslem-propagujacym-weganizm,759910.html

     
    • ~Tomek

      21 września 2017 o 13:10

      Pisze Pani tylko o uzależnieniu od mięsa ja bym się skupił na uzależnieniu od hipokryzji. proszę się zapytać kogokolwiek, czy jest hipokrytą na setkę usłyszy Pani, że ja -nie! Ale to gówno prawda bo każdy jest hipokrytą, ja, pani wszyscy. Bój jest o to, żeby sobie ludzie to uświadomili bo wtedy mogą coś zrobić na przykład z okrucieństwem. Inie zgodzę się z tym ,że ludzie nie wiedzą o tym, żę ćpają mięcho, jak fajki czy alkohol. Wiedzą na pewno Pani słyszała ,że – ja bez mięsa to bym się nie najadł czy ja nie chcę żyć bez schabowego. Wiedzą ale udają, że mięcho rośnie w sklepie spożywczym. Hipokryzja rządzi tym światem. Nie wartościowałbym od razu że ten, co je jest z automatu zły, a ten co nie jest aniołkiem. To nie takie proste i o tym też jest ten tekst. Religie bez hipokryzji zdechłyby jak ja bez mojej lepszej połowy i naszych małych klonów.

       
      • ~Julianne

        21 września 2017 o 21:47

        @Tomek
        Tak to jest hipokryzja, niechęć widzenia, w jaki sposób mięso trafia na talerz, Często, gdy pytam czy widziałeś zwierzęta w rzeźni , podaje linki do filmików o tym jak wygląda pozbawienie życia zwierząt w rzeźniach wszyscy chórem mówią nie chcę tego widzieć, nie mów mi o tym, to mnie obrzydza. Zasłaniają się także klimatem oraz tym , że wszyscy umieramy i cierpimy, a także, że zwierzęta nie mają duszy i nie są niczym ważnym.

         
      • ~Jaskółka

        24 września 2017 o 21:35

        Tak, chyba to jest to- hipokryzja. I chyba nie da się nie być hipokrytą. Czasem, niestety są sytuacje, które wymuszają bycie hipokrytą. Nie wiem też, czy da się oddziaływaniem, wychowaniem wykorzenić hipokryzję. Chyba nie. A może wręcz jednak nie trzeba? Może jakoś ją ukierunkować- przyjmij taką postawę tylko w sytuacjach, kiedy ona pomaga/nie szkodzi innym? A obłuda, zakłamanie, które towarzyszą hipokryzji? A co z prawdomównością? Piszę o nich w kontekście wegetarianizmu oraz konieczności jedzenia mięsa.
        Kiedy czytam, wypowiedzi wegetarian, wyczuwam w nich agresję skierowaną przeciw mięsożercom. Mało tego, wyczuwam jakąś wyższość, że wegetarianie potrafią zrezygnować z jedzenia mięsa i tym samym ograniczają cierpienia zwierząt. I wyczuwam jednak hipokryzję, bo nie wystarczy nie jeść mięsa, i tym samym obwiniać mięsożernych o przysparzanie cierpień zwierzętom z tej racji. Po pierwsze- ludzie są różni, różne są organizmy i zawsze będą tacy, którzy z mięsa nie zrezygnują.
        Po drugie, samym pisaniem, wymówkami i oskarżeniami, wegatarianie nie zmniejsza cierpień zwierząt. To tak nie działa.
        Zabrzmi to okrutnie, ale tak jest świat urządzony, że jeden gatunek zżera drugi gatunek. Czy wilk zastanawia się nad cierpieniem zająca? Czy wąż zastanawia się nad cierpieniem żaby? Gatunek ludzki, który powinien oznaczać się humanitaryzmem może tylko minimalizować te cierpienia, bo na wykluczenie jedzenia mięsa nie ma szans.
        Trzeba edukować, mówić, pokazywać i uświadamiać, ze zwierzę ma prawo do godnej śmierci. okrutne, ale to jedyna droga..
        Julianne, nie wierzę w uzależnienie się od jedzenia mięsa. Raczej powiedziałabym, że to wpisane jest w kulturę, zwyczaje i predyspozycje smakowe.

         
        • ~Julianne

          25 września 2017 o 22:04

          Wegetarianie wcale nie czują się lepsi od innych, nie ma tu mowy o poczuciu wyższości, Wegetarianie chcą po prostu uświadomić społeczeństwu, że należy zrezygnować z mięsa lub starać się mocno je ograniczać, jeśli od razu całkowita rezygnacja z mięsa nie jest możliwa. Skoro Jesteśmy Jaskółko ludźmi uważamy się za osoby myślące, inteligentne, mające świadomość wyboru, skoro ten wybór mamy to powinniśmy zmieniać krzywdzące nawyki, a nie udawać, ze problemu nie ma, nie można po prostu zasłaniać się kulturą kuchni, bo i bez mięsa można zachować smaki danej kuchni.
          Piszesz, że nie wierzysz w uzależnienie od mięsa To nie jedź mięsa jaskółko przez tydzień, gotuj potrawy bez mięsa gwarantuję ci, że, że bez tego narkotyku zaczniesz odczuwać objawy głodu jak narkomani. Wiele osób zasłania się klimatem , ale nawet latem, gdy jest upał nie są wstanie zrezygnować z kawałka wędliny czy innego mięsa. Latem jest tyle warzyw, owoców tyle wspaniałych potraw można przygotować o tej porze roku nie ma się ochoty nawet na większe posiłki a mimo to osoby uzależnione od mięsa muszą ten narkotyk spożywać. Widzę to po moim mężczyźnie, który nawet latem, gdy jest upał, co drugi, trzeci dzień musi spożywać jakąś potrawę z mięsem, ale oczywiście do uzależnienie od mięsa się nie przyzna jak każdy narkoman. ;-)
          Spróbuj powoli odstawić mięso krok po kroku jedź go coraz mniej a latem spróbuj nie jeść mięsa w ogóle i zobaczysz jak się poczujesz. Polecam książkę Moja dieta Cud oraz Moje zdrowe przepisy Beaty Pawlikowskiej Ta druga książka jest najlepsza.

           
    • ~Marzena

      24 września 2017 o 19:13

      @Julianne
      Im bardziej ubogie, a co za tym idzie, mniej wykształcone społeczeństwo, tym mniejsze zrozumienie wobec ludzi np. rezygnujących mięsa, czy też zajmujących się polepszeniem bytu zwierząt. Nie musimy szukać takich przykładów u sąsiadów, wystarczy pojechać na naszą wieś. Wysoko rozwinięta samoświadomość jest kluczem do więzienia, jakim może (nie musi!) być dana tradycja, kultura.

       
  2. ~Jaskółka

    19 września 2017 o 21:41

    Kurcze, dlaczego skupiacie się na problemie- jeść mięso, czy nie jeść. Jak czytam teksty Marzeny to widzę otchłań… braki… straszliwe zaniedbania w wychowywaniu, kształceniu dzieci… straszne przekręcanie pojęć, faktów, naginanie interpretacji, bezsilność dorosłych wobec dziecięcych pytań, ignorowanie dziecięcej wyobraźni, infantylizowanie dziecięcych problemów, ucieczka przed odpowiedzialnością odpowiedzi na dziecięce pytania…
    Bóg nie ma YT… i co? Być może należy pójść tym tropem w szukaniu „porozumienia” z dzieckiem?
    A jeżeli chodzi o okrucieństwo ludzkie., to ja już nie mam sił na szukanie odpowiedzi, dlaczego ono istnieje w tak ogromnym nasileniu. Nie rozumiem tego, nie rozumiem własnego gatunku. Brzydzę się człowiekiem. I brzydzę się sobą, bo nie potrafię zrezygnować z jedzenia mięsa. Niestety.

     
    • ~Tomek

      21 września 2017 o 13:01

      @Jaskółka
      Tak! TAk! To jest nas dwóch! Też widzę że to nie tekst o jedzeniu i nie jedzeniu schabowego, ludzie nie czują tego, dlaczego? Doceniam takie ujmowanie spraw ważnych jak tutaj, jest tyle pytań i wątpliwości o których nikt nie myśli i taki tekst budzi te wszystkie pytania. Bo pisarze malarze i ci wszyscy art nie muszą być dosłowni ale jak nie zmuszają odbiorcy do myślenia, nie budzą wątpliwości, to ich dzieła nadają się do kosza. Mam w domu parę ładnych obrazków kupionych przez żonę i racja, że są ładne, miłe dla oka ale jest taki jeden, który nie jest ładny ale to przed nim stają goście i myślą nawet czasami nie zdając sobie sprawy z tego, że to zrobił z nimi ten dziwny obraz. Takie jest zadanie twórców. Nie chodzi o ich wielkość tylko o to, co ich produkt robi z odbiorcami, co w nich budzi, jakie myśli, jakie emocje, wątpliwości. To jest ważne. Dziękuję Pni bo już myślałem że tylko ja to widzę to pokręcenie i zamotanie naszego niby dobrego świata. Pozdrawiam z Torunia!

       
    • ~Marzena

      24 września 2017 o 18:15

      @Jaskółka
      Kwestia „jeść – nie jeść mięsa” rzeczywiście nie jest tutaj najistotniejsza. Zanim ktokolwiek stanie przed takim wyborem, musi znaleźć wiele innych odpowiedzi (chyba, że ktoś rezygnuje ze względów np. zdrowotnych (alergie na białko zwierzęce, czy też chemię, którą napakowane jest nieszczęsne zwierzę aby przynieść „szybszy” zysk człowiekowi). Wypunktowałaś wiele kwestii, o których myślałam, gdy pisałam ten tekst.

      W kwestii rezygnacji z mięsa – parę dni temu rozmawiałam ze znajomym, który stwierdził, że „każdy mężczyzna musi jeść mięso bo inaczej się nie naje, że kobiety, to owszem, mogą nie jeść schabowego, jednak dla faceta nie istnieje inna możliwość”. Nie zgodziłam się z nim, bo sama znam/znałam takie kobiety, które twierdzą, że bez mięsa nie czują się najedzone. Za to przykład mojego męża jest dowodem na to, że facet może żyć i być zdrowym bez kawałka mięcha w codziennej diecie (nie jest wegetarianinem, je mięso raz, dwa razy w miesiącu, w niewielkich ilościach – chyba nie jest gotowy zrezygnować całkowicie z tego rodzaju pożywienia, podobnie, jak Ty). Z ta rezygnacją bywa różnie – znam mężczyznę, który nie jadł mięsa kilkanaście lat i któregoś dnia koledzy zrobili mu kawał dodając do jego potrawy mięso. Zorientował się po kilku kęsach, jednak (to była zakrapiana impreza) kontynuował jedzenie i od tamtego czasu je mięso.

      U mnie to był długi proces, latami jadłam tylko raz w tygodniu pierś z kurczaka, a potem, nagle, czułam, że tego nie potrzebuję, ba, że mnie to brzydzi :) I tak już 20 lat czyli połowę mojego życia.
      Obserwując ludzi wydaje mi się, że nie sposób zmusić kogoś do jedzenia, czy też nie określonych pokarmów. Jeżeli coś ma być trwałą zmianą wiążę się to z dłuższym wewnętrznym procesem.

      Ogromnym krokiem z Twojej strony jest świadomość okrucieństwa, jakie my, ludzie, fundujemy słabszym od nas zwierzętom (przemysłowe hodowle na mięso, futra, męczenie zwierząt aby służyły ludzkiej rozrywce – wszelkiego rodzaju cyrki, gdzie w bezwzględny sposób tresuje się zwierzęta, uprzednio okaleczając je). Reszta przyjdzie z czasem. Wiedza, świadomość – to bezcenne.Dzięki temu możemy dokonywać „lepszych” wyborów. Małe zmiany też mają wpływ na sumę bezsensownego okrucieństwa na tym świecie :)

       
  3. ~PKanalia

    19 września 2017 o 20:40

    po pierwsze, to fajnie, że znowu piszesz…
    po drugie, to choć nie jestem wegetariański, to uważam że nagiej małpie nie trzeba zbyt wiele tego białka zwierzęcego, ile przeciętnie spożywa… oczywiście wiele tu zależy od wieku, fazy rozwoju, sposobu życia /który nie zawsze dowolnie można sobie wybrać/, generalnie jednak człowiek zjada tych protein za dużo…
    po drugie bis, to poza dyskusją jest dla mnie, że skoro już zabijamy zwierzęta by je zjeść, to należy mu maksymalnie oszczędzić cierpień… dodatkowy argument to fakt, że mięso zwierzęcia zabijanego w strachu i cierpieniu jest po prostu mniej wartościowe odżywczo, a czasem wręcz toksyczne…
    po trzecie, to sprawa zbywania dziecka pustymi formułkami typu „bo tak jest świat urządzony” albo co gorsza „bo tak go bozia stworzyła” itp. nie jest problemem jednego pokolenia… rodzice przeważnie traktują swoje dziecko tak, jak sami byli traktowani, więc skoro nie uczono ich używania mózgu, to jak mogą tego nauczyć swoje dzieci?… niestety głupota jest dziedziczna, co prawda nie genetycznie, lecz kulturowo… głupota i niechęć do brania odpowiedzialności za swoje życie, skoro lepiej to zwalić na jakąś bozię…, tragedia takich ludzi polega na tym, że wolność nie jest dla nich wartością /choć wiele o niej gadają/ i wolą, by ktoś im dyktował, jak mają żyć… mimo to zwykle są oni roszczeniowi, co powoduje tylko konflikty z otoczeniem i wewnątrz nich samych…
    pozdrawiać Marzenko jzns i oby ta przerwa w przerwie w Twojej twórczości nie miała już więcej przerw :)…

     
    • ~Marzena

      24 września 2017 o 18:28

      @Pkanalia
      Możemy poudawać, że gdzieś tam, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, istnieje miejsce, gdzie zwierzęta zabijane są humanitarnie. Humanitarnie, czyli jak? Obydwoje wiemy, że to tylko bajeczka, żeby ludziom schabowy nie stawał w gardle. Słowa: „zabijanie” i „humanitarnie” wykluczają się nawzajem. Nie można być „trochę w ciąży”, tak jak i nie istnieje „humanitarne zabijanie” zwierząt. Czyżbyś się oszukiwał?

       
      • ~PKanalia

        24 września 2017 o 20:40

        @Marzena…
        ponieważ nie użyłem słowa „humanitarnie”, to chyba możemy przyjąć, że nic mi nie odpowiedziałaś… tak? :)…

         
        • ~Marzena

          25 września 2017 o 19:24

          Piotrze,to „humanitarne” to miało być Twoje „maksymalne oszczędzenie cierpień”. Krócej ale znaczenie chyba zbieżne? :)

           
          • ~PKanalia

            25 września 2017 o 22:19

            @M…
            no właśnie nie… nie użyłem słowa „humanitarnie”, tym bardziej więc nie tworzę jego znaczenia… zaś Ty, nie dość, że próbujesz mi wcisnąć to słowo, to w następnym ruchu wciskasz mi jego definicję…
            tymczasem ja określiłem się może nie w pełni, ale wystarczająco jasno bez tego słowa… każdy zabija, żeby żyć, nie tylko gdy je, ale /na przykład./. także, gdy się myje lub zdejmuje kleszcza ze swojego kota… tak?… kwestia jest tylko określenia granicy, jakie zabijanie akceptujemy, jakie nie…
            swoją granicę /bardzo z grubsza zresztą, to akurat fakt/ zaprezentowałem… jedyne, co możesz na to powiedzieć, to oszacować, czy Twoja przebiega w tym miejscu, czy w innym…

             
  4. ~Renata

    12 września 2017 o 13:47

    Mam dwóch synów, różnica półtora roku. Ten starszy nie je mięsa od nigdy nie wiem jak to potrafił wyczuć bo przyznaję że próbowałam oszukiwać go jak był malutki ale zawsze powtarzam zawsze wypluwał to co z mięsem. Dzisiaj synowie to chłopaki jak dąb, przerosły męża. Ten młodszy je mięso ale kilka razy w miesiącu, mój mąż kilka razy w tygodniu a ja wcale. Mój starszy syn zmienił moje życie i uratował zdrowie, strasznie ciągle chorowalam a czas gdy młody zaczął sam gotować to wtedy powoli odstawiałam mięso i teraz 6 lat jestem bezmięsna i czuję się tak dobrze jak nigdy, nawet jako dwudziestolatka nie miałam tyle siły.

     
    • ~Marzena

      24 września 2017 o 19:20

      @Renata
      Znałam podobny przypadek, dziecko „od zawsze” nie chciało jeść mięsa, ani produktów gotowanych na wywarze z mięsa. Chłopiec nigdy świadomie nie zjadł nawet kawałka mięsa. Jego rodzeństwo chorowało, a on był zdrowy, jak przysłowiowa ryba. Dzisiaj to już dorosły mężczyzna wchodzący w tzw. wiek średni.

       
  5. ~be

    11 września 2017 o 22:28

    Witaj Marzenko.
    aż mnie korci wsadzić kij w mrowisko i bardzo Cię za to przepraszam. Ale jak czytam święte oburzenie o zjadaniu „dzieci” to się pytam a czym się różni wołowina od jagnieciny w kontekście zjadania. Czy jest różnica między zabijaniem? Świat był i jest mięsożerny …ten pierwotny też.
    To koło. Wąż zjada wlasny ogon.
    Kwestia chyba ważniejsza jest w jaki sposób.
    Pozdrawiam Cię cieplutko. Może nie będzie aż tylu oburzonych ale ja lubię schabowego.

     
    • ~Ann.

      12 września 2017 o 13:05

      Taka jak między śmiercią dziecka a dorosłego. Inaczej reagujesz jak umiera dziecko a inaczej jak dorosły no chyba że ci wszystko jedno…

       
      • ~be

        13 września 2017 o 06:52

        Ann. ależ ja te różnice rozumiem doskonale …ale jeżeli mówimy o wegetarianizmie, weganizmie to akurat tu nie widzę różnicy.
        Śmierć nie ma w sobie innego aspektu poza śmiercią. Tak samo jak okrucieństwo czy fanatyzm.

         
        • ~Łukasz

          13 września 2017 o 13:04

          Kuzynka weganka nie je jogurtów, serów, jajek słodyczy z tym czy innych takich. A jak nie je nabiału to krowy nie muszą sztucznie dawać mleka bo to jest sztuczny przymus, nie? ssaki karmią mlekiem dzieci, to jest natura. Dorosły ssak w naturze nie potrzebuje mleka. Sam niestety jem nabiał i kurczaki, coraz mniej ale jem. Kiedyś tak na zdrowy rozum to ludzie nie mieli wyboru, jedli co nie uciekało i co znaleźli a teraz to każdy sobie sam planuje jak chce żyć. Na szczęście jesteśmy w tej lepszej części świata. To też zobowiązuje do jakiegoś namysłu.

           
        • ~Ann.

          13 września 2017 o 13:50

          @Be
          Co ma do dyskusji rozgraniczenie wegetarianizmu od weganizmu? Żadne z nich nie je mięsa chyba, że coś przeoczyłam. Mówisz, że wąż półka własny ogon? Wczoraj ktoś mi bliski użył tego samego określenia dodając, że on woli być głową tego węża. Może już bredził bo było druga nad ranem ale tak mnie to popchnęło do myślenia, że jak już jestem tą głową to mogę pomyśleć i przestać zjadać własny ogon. Mogę? Jestem głową nie:)

           
          • ~be

            13 września 2017 o 20:57

            Witaj Ann. Uroboros. :) :)
            a pewnie, że możesz .
            Wydaje mi się ze w tym wszystkim chodzi bardziej o te równowagę. Oglądałam film z wysypiska na Ukrainie. Tam bieda zagląda ludziom w oczy. ( nie tylko tam) a ceny zywnosci wywindowane są jak kiedyś u nas. I wiesz co mnie najbardziej przeraziło. .. tiry wyrzucając ze swoich paszcz hałdy dobrego, nie zepsutego jedzenia…owoców. .pieczywa..wszystkiego. konsumpcjonizm obecnych czasów sprawił że zabijamy za dużo i wyrzucamy. Nie poluje po to by przetrwać ..tylko „polujemy” by mieć więcej od przysłowiowego sąsiada.

             
    • ~Marzena

      13 września 2017 o 15:09

      @Be
      Witaj :)
      W kontekście zjadania – pewnie niczym. Różnica polega tylko na stopniowaniu okrucieństwa – zabicie i zjedzenie dorosłego osobnika kontra zabicie i zjedzenie dziecka.

      Zabijanie, to zabijanie, wynik zawsze jest taki sam, o ile czynność ta jest dostatecznie skuteczna.

      Stwierdzenie typu: „świat był i jest mięsożerny” mnie nie przekonuje. Podobnie, jak stwierdzenia typu: „człowiek musi w co wierzyć”, „każda kobieta ma instynkt macierzyński”, czy wiele innych w tym klimacie. Uogólnianie nie stanowi dla mnie wiarygodnego argumentu :)
      Świat pierwotny był roślinożerny, jak i mięsożerny – podobnie, jak i współczesny. Różnica jest jedna i ona jest naprawdę istotna – dzisiejszy człowiek ma wybór. Ta możliwość – wybór – zmienia wszystkie zasady „gry” pt. życie.
      Nie można nikogo zmusić do zmiany, gdyż tylko te zmiany są trwałe, które dokonujemy bez przymusu. Dlatego nie mówię „nie jedz mięsa” tylko „zastanów się nad tym” (to uproszczenia, bo jedzenie, czy nie mięsa to cały styl życia, nie tylko zmiana na talerzu, prawda? ) :)

      Od ludzi nie można wymagać dużo więcej, niż są w stanie sami z siebie „dać światu” – jestem przekonana, że każdy z nas rodzi się już w znacznym stopniu „określony”. To, co nas spotyka w życiu, ma wpływ na wzmocnienie niektórych cech, inne zaś niemal wygasza.
      Dojrzały człowiek sam wybiera sposób, w jaki przeżywa etycznie swoje życie – sami wybieramy sobie nasze własne „więzienia” :)

       
      • ~be

        13 września 2017 o 20:45

        Witaj Marzenko…o to mi chodzi…zabijanie to zabijanie.
        Jeżeli podchodzę do sprawy nie jedzenia mięsa poważnie to dla mnie nie ma wtedy różnicy czy to stara krowa czy cielaczek. Bo zróżnicowanie tego traktowalabym jak przyznanie się do toku myślenia typu : stare to nie szkoda i można zabić i zjeść.
        Dlatego zareagowałam na ten skrót myślowy … jak obrzydliwie jest jeść dzieci.
        A co do reszty się zgadzam …no po części. Ale jak sama mówisz …każdy jest kowalem swojego losu.
        buziaki …i dobrej nocy.

         
        • ~Marzena

          14 września 2017 o 14:33

          @Be
          Im jestem starsza, odnoszę wrażenie, że to okrucieństwo rządzi tym światem i jedyne, co możemy zrobić, to minimalizować je. Człowiek nie istniałby bez tego okrucieństwa, taka smutna prawda. Minimalizowanie go nie zbawi świata, może tylko świat kilku stworzeń. Dobre i to. Dlatego, mimo że śmierć jest śmiercią, nie będę krytykować tych którzy zrezygnują z jedzenia dzieci, jednocześnie jedząc dorosłych. Powtórzę – dobre i to, na początek (może).

           
  6. ~Marta

    11 września 2017 o 17:54

    Witaj Marzenko ☺️Dawno Ciebie nie czytałam… Wiesz, że jestem joginką i bardzo zmienił się mój styl życia, 3 rok w swoim menu nie mam mięsa. Przyznam się, że od dziecka jadłam głównie warzywa i owoce, ale mięso było. Kazano mi jeść jako, nawet po tym, jak widziałam co moja ciocia zrobiła kurze byśmy mogli zjeść niedzielny obiad. Miałam może 10 lat a do dziś pamiętam tą straszną scenę… Od 25 lat już nie jadam rosołu… Od dłuższego czasu patrzę na mięso inaczej, to nie jest kotlet czy pierś z kurczaka, to były stworzenia. Wiem, że wielu uważa, że my jogini jesteśmy pokręceni, ale powiem Ci że gdybym teraz zjadła mięso poczułabym się bardzo źle. Odkąd nie jadam mięsa poprawiły się też moje wyniki, moje zdrowie, mam więcej energii, odkryłam wiele różnych smaków i sposoby ich łączenia. Ale wszystko zależy od nas, niektórzy mięso traktują po prostu jako jedzenie, obiad, zwykłą kolację, inni myślą że to było coś, co żyło i powinno godnie umrzeć, nie na haku, z poderżniętym gardłem. Bo to straszne. Widok zabijanych zwierząt, w moim przypadku kury na rosół zostawił pierwsze wyobrażenie o tym, że tak nie powinno być…

     
    • ~Marzena

      13 września 2017 o 15:14

      @Marto, za to ja zaglądam do mojej ulubionej joginki dosyć regularnie :)
      Wychowałam się na wsi i zawsze widziałam,ile okrucieństwa niesie za sobą pozyskanie schabowego na talerzu. Taka świadomość boli, jednak najwyraźniej nie każdego. Moje rodzeństwo je mięso. Świat jest taki, jakim go odbieramy. Dlatego wierzę, że świat może być dokładnie takim, jakim go sobie stworzymy, jednak zawsze należy zacząć od siebie. Ludzie „zbawiają” świat zapominając, że najpierw powinni „zbawić” samych siebie, prawda?

       
      • Marta

        14 września 2017 o 21:56

        Dziękuję, że jeszcze pamiętasz joginę hihihi ;) Ja choć nie zaglądałam zbyt regularnie, zawsze na FB zauważyłam, że coś u Ciebie się tu dzieje, ale już jestem. Ogarnęłam się i choć czasu coraz mniej, bez bloga i bez Was przede wszystkim jakoś ciężko ;) Tak, masz rację, trzeba zacząć zawsze od siebie. Ja nikogo nie krytykuję, nie zmieniam, za to zmieniło się moje patrzenie na świat. Ponad rok już mieszkam z dala od miasta i wiele zmian w sobie zauważyłam. Uciekam od ludzi negatywnie nastawionych do świata, ludzi, zwierząt. Zaczęłam bardzo świadomie żyć, ale to zapewne kolejne stopnie wtajemniczenia joginy ;) Każdy ma tak etap, na jakim chce być. Za to takich ludzi jak my, wrażliwych jest w moim otoczeniu coraz więcej ;)

         
  7. ~Realista55

    11 września 2017 o 16:27

    Dziecko to dziecko jest dla mnie święte! Ludzkie, psie, Owcze, króliczek, ptasie itd. to dziecko i wara od niego. Jestem miesożercą i wiem skąd schabowy ląduje na moim talerzu dwa razy w tygodniu. Nie jestem x tego dumny i wolałbym żeby mięso rosło na drzewach ale tak nie jest, może kiedyś będzie rosło w laboratoriach, to jest nadzieja ludzkości na to żebyśmy przestali siać strach i śmierć. Co zasiejesz, to zabierzesz tak mówił mój ŚP chrzestny i miał rację. I tak jest bo skąd biorą się straszne choroby, wojny, gwałty itd? Żyjemy karmiąc się śmiercią innych to i ludzi muszą spotykać te wszystkie straszne rzeczy. Przykre ale realne. Bóg dał nam wolną wolę a my skonstruowalismy haki na których wiszą przerażone kurczaki zabijane taśmowo. Przykre, co? Zbieramy to co śmiejemy. Przyczyna i skutek tak jest urządzony ten świat.

     
  8. ~mama

    11 września 2017 o 14:03

    Moje dzieci wiedzą skąd jest mięso w lodówce i już dwie córki deklarują że jak będą dorosłe to nie będą jadły mięsa. Proszę bardzo ale dopóki są małe to ja decyduję o tym, co gotuję. Nie mam pojęcia czym miałabym zastąpić schabowego. Mąż bez mięsa nie zje obiadu ale może dzieci nam pokażą coś nowego jak dorosną,? Kto wie, ja rodziców nauczyłam szanować koty bo jak byliśmy małe wmawiano nam dzieciom, że koty to same zarazki i bestie polujace na nasze gardła gdy śpimy. Nie żartuję tak było a teraz mama nie rozstaje się z dwoma kotami a tata z psem przybłędą. Dzieci uczą swoich rodziców nowych rzeczy, tak powinno chyba być nie?

     
  9. ~Ann.

    11 września 2017 o 12:46

    Jestem za świadomością, popyt popytem ale im jesteśmy bardziej świadomi tym bardziej możemy wpływać na to żeby uboj były humanitarne na tyle na ile coś takiego w skali masowej jest możliwe. Mam starszego wuja w rodzinie pracował 6 lat w niewielkiej uboju i rok w przemysłowej. Sam mówi że to piekło i je tylko kurczaki które sam hoduje bo żyje na wsi w małym gospodarstwie. Nie chcę o tym rozmawiać ale nam powtarza że nikomu nie życzy takiej pracy. Jedzenie jagniat, cielakow i innych dzieci zwierzęcych jest tylko okrutnym kaprysem przejedzonego rarytasami człowieka. Obrzydliwe.

     
  10. ~Mariusz

    11 września 2017 o 12:35

    To okropne zabijać i jeść dzieci…

     
  11. ~Asia

    11 września 2017 o 12:22

    Nigdy nie jem cieleciny czy jagnieciny, nie mogę bo to jedzenie czyis dzieci to mi uświadomił brat. Nie zjadłam królika bo sama miałam jednego w dzieciństwie i wiem że to taki zwierzak, jak kot czy pies. Nie jem dużo mięsa ale nie udaję że nie wiem skąd się bierze na moim talerzu. Śmierć jest okrutna i nikt mnie nie zmusi do oglądania filmów z ubojni bo to STRASZNE i nie powinno ich być. Brat mi opowiadał o taśmach, o hakach to straszne jak śmierć można zamienić w przemysł. Staram się jeść jak najmniej mięsa to jest mój wkład w to żeby było mniej śmierci. Kiedyś zupełnie zrezygnuję z tego jak mój brat który nie je mięsa od 12 roku życia a jest sportowcem z sukcesami.

     
 

  • RSS